piątek w towarzystwie Taty
sobota na Borough Market
(w poszukiwaniu fudge dla Esteleen
nie było
było za to masę innych pyszności)
niedziela z Emmą
na Spitalfields Market
(w tym samym celu
było
całe stoisko było)
tydzień zestresowany
ale to minie
wróciłam do zażywania magnezu
—
przyznaję
na ostatnią chwilę zostawiliśmy cackanie się przed podróżą
ponoć tam miłuje się rezerwacje
więc wieczorami wybieramy gdzie będziemy spać
(buntujemy się odrobinę czyli może czekać nas nocleg w parku)
a gdzie tu czas na prezenty i osławiony kolejowy bilet
komputer nadal kaprysi
mój także kaprysił (komputer)
dwa dni z życia wypadły (reanimacja)
stres także
zatem w sumie norma, choć dalekie podróże już do moich norm nie bardzo.. a szkoda :)
splynal na mnie tytul ksiazki “Miecz i Chryzantema”, swietna obserwacja Japonii-ale juz chyba za pozno:))Spanei w parku w Japonii musi byc najbezpieczniejsze na Ziemi i musi z zalozenia skonczyc sie przygodami i dobra wola, choc zimno i niewygodnie:) Chyba jednak warto doswiadczyc podgrzewanej deski w toalecie:)) Czekam na zdjecia wszystkich perelek:))
ja bym zamieniła to “już” na “jeszcze”. bez względu na to, co było. ze względem na to, co będzie.
Dziękuję za tytuł, odszukam po powrocie. Kto wie, może po prostu te deski w toaletach będą sprzyjały drzemkom… a fe!
zatem.. jeszcze! :)
2 lata wcześniej na Spitalfields bysmy sie mineli ;-)
Phos4, mieszkałeś tu (tam) czy byłeś z wizytą? Minęli jak minęli, ale czy poznali? ;)