muu lecheria
w mleczarni muu siedzą turyści z kopiami najnowszego wydania lonely planet i nastoletni porteños. wiatraki na suficie kręcą w głowach, obsługa w błękitnych kubraczkach powoli porusza się po wybiegu pomiędzy kanapami. możemy tu zjeść elvisa i clarka gable, a wieczorami nawet napchać się, wprost ze ściany naprzeciw, filmowym kawałem amerykańskiego kina. my jednak decydujemy się na mrożoną kawę. pytamy, czy możnaby tak bez cukru i kelnerka w odpowiedzi raczy nas ambiguous “postaram się”. do końca nie wiemy czy z cukrem czy bez cukru będzie. aż wreszcie pojawiaja się na naszym stoliku wysokie szklanki z czymś brązowym, po ich ściankach spływa sos czekoladowy, góre pokrywa czapa bitej śmietany, na niej kolejna seria czekolady. jeśli jednak wierzyć naszym zdezorientowanym kubkom smakowym, płyn jest bez cukru. podejrzewamy, że brakuje też w nim kawy, ale co zrobić. pijemy, gapimy się na siebie. ot, wplątaliśmy się w argentyński american dream.
(muu lecheria, armenia 1810, palermo, buenos aires)



brzmi smacznie…. jak na wczasach :-)
Marcinek, to Ty czy spam? bo jakos tresc nie teges;)