polskie opowieści


jak zwykle, książki zamówiliśmy wcześniej. czekały na nas cierpliwie.
niecierpliwie spoglądam na chłopaka w księgarni, kiedy nie może namierzyć “Roku zająca” Arto Paasilinna. to taka opowieść o facecie, który opisuje rok życia po potrąceniu zająca- tłumaczę mu, kiedy nie mogę sobie przypomnieć nazwiska autora, a w bazie danych pojawiają się same bajki o królikach. swoją drogą, znacie to uczucie, kiedy rozmiar i pustka sklepu, i wyczekujący wzrok sprzedawcy sprawiają, że kupienie czegoś to sprawa życia lub śmierci? że tu n i e m o ż n a tak po poprostu pooglądać, więc już lepiej udawać, że przyszło się w jakimś, jakimkolwiek celu? myślę, że w takich chwilach, w księgarniach, najlepiej byłoby pytać o fińskiego Paasilinna, kiedy chłopak pyta o angielski tytuł, wklepuje te kilka słów i ciągle nic. zdesperowany, prosi o pomoc koleżankę. “The Year of the Hare“- powtarzam i posłusznie literuję ostatnie słowo. bingo! kolega wpisał “The Year of the Her“. po latach doganiają mnie wagary z fonetyki…
(“Księga niepokoju” z polecenia Off. Dziękuję, Off!)
czekając na Michała, wśród dziesiątek banków i salonów telefonii, do których nie mam powodu zaglądać, ratuję się antykwariatem i spożywczym.
(Pamuk polecany przez klientkę z Turcji, Zorba przez szefa z Cypru, herbata i kawa bez poleceń:).
Mam to samo wydanie Zorby. Też – choć poniewczasie – polecam :).
woooooooow! myszy ależ smaczne nabytki. ciekawa jestem odbioru.
Masłowską dostrzegam. Się cofa kolacja…
Good night anyway.
Textural, spoznione wiec dzieki:) Off, juz czytam i wciaz zaluje, ze nie moge spedzic dnia tylko z ta ksiega. co kilka zdan mam ochote wyjac olowek i notowac:) juz rozumiem potrzebe cytowania u Ciebie. Wussup, a jednak czytasz ksiazki?
@ mice
Nie żartuj sobie. Miałem taką jedną lekturkę do przeczytania w ramach przygotowania się do obrony pracy magisterskiej; po trzech stronach zrezygnowałem i musiałem improwizować, co wyszło mi tylko na zdrowie :)
Wussup, ja po “Wojnie…” nie lubie Maslowskiej rownie bardzo. On jednak tak. “Miedzy nami dobrze jest” probowalam, ale po kilku stronach doszlam do wniosku, ze to ten sam belkot, wiec oszczedzilam siebie i czas:)
Ja miałem do przetrawienia “Paw królowej”, który to miał być ponoć pisany językiem hip-hopowym, bo moja praca w tym obszarze się zawierała “Kształtowanie i odbiór wizerunku artysty hip-hopowego na przykładzie Tupaka Shakura” (jakoś taki był tytuł mojej pracy) i jedna z profesorek mnie egzaminujących zapragnęła, bym się odniósł do tej książki względem mojej pracy. Nie bardzo to rozumiałem, więc olałem :)
Hm, studiowanie… dobrze, że na czas się opamiętałam:)