medytacje – obserwacje
I tak, późnym grudniem wróciłam do medytacji. Moje spostrzeżenia po trzech piętnastominutowych sesjach:
sesja pierwsza: pozwalam rozpraszać się dźwiękom. naturalnie sąsiad śpiewa, autobusy jeżdżą wedle rozkładu, a samoloty korzystają z piątego terminala Heathrow. nie potrafię przestać korygować swojej postawy. nie brakuje również bólu łydek spowodowanego siedzeniem w półlotosie.
sesja druga: w porównaniu z poprzednią sesją, zadziwiająco szybko koncentruję się na oddechu. ignoruję wady postawy, choć nadal prostuję plecy i poprawiam ułożenie rąk. duża część sesji mija na “łapaniu oddechu” – nie jestem pewna rytmu wdechów i wydechów (no i jak to jest z tą przerwą pomiędzy nimi?).
sesja trzecia: pierwsza sesja z Karolem. ciagle wybucham śmiechem, więc zaczynamy dwa razy. wcześniej czytam wskazówki i ogólne uwagi dotyczące medytacji, więc w ramach samopopmocy próbuję liczenia w myślach. aha! od razu łatwiej mi idzie koncentracja. postawa nadal do bani. po sesji Karol zdradza, że chwilami myślał o śpiewie i Pythonie, ja o fotografiach i blogu.
jestem pod wrażeniem (oddychając bezmyślnie i siedząc garbata)
Krok po kroku ;) medytacja jest sztuka, ja jestem zbyc niecierpliwa do tego, nawet joga mi nie odpowiada. Za to metodyczne pilates bardzo. Powodzenia!
Nigdy nie medytowałem i się nie zabieram za to, ale swego czasu śmigałem na akupunkturę.
Zajebiaszcza rzecz.
Ja za to nigdy nie próbowałam akupunktury. Lubię jednak wbić czasem szpileczkę, jak mawiają:)
Off, jam też garbata:) SneakyMagpie, przekornie nie jestem w stanie cierpliwie trzymać kończyn, raz dolnych, raz górnych, w powietrzu na pilates. Nie wiem dlaczego, ale pewnie ma to coś wspólnego z nazwą:)