styczeń
był miesiącem narzekania na kiepską pogodę i organizację. jednak jeśli spojrzeć nań, jak na szklankę w połowie pełną, udało mi się:
-wyrobić nawyk korzystania z jednej i nareszcie tylko jednej listy rzeczy do zrobienia
-spędzić chwilę na konwencji SWPP
-pozbyć kilku starych książek, ciuchów i laptopa, co planowałam zrobić od miesięcy, a do czego zainspirowała mnie Sneaky Magpie
-oddać krew
-nauczyć się ciąć grzywkę według instrukcji tej pani
-i podjąć ambitne próby cięcia marchewki à la julienne
-zapamiętać jak szybko załadować film do średnioformatowca
-zaprojektowac fakturę, wizytówki i pewien layout
-wydrukować wizytówki i zdażyć być z nich niezadowoloną
-pamiętać o dniach, Babciach, rocznicach i urodzinach
-rozpocząc z Textural projekt shiftspace
-kontynuować medytację
-zarezerwować krótkie i mniej krótkie wakacje
-wypić mnóstwo dobrych kaw i herbat
-odwiedzić okulistę i optyka
-ugotować kilka ciekawych obiadów
-iść na wielogodzinny spacer
a teraz luty i koniec lenistwa.
No nieźle jak na początek roku. Teraz należy pobijać osiągnięcia…. i ja przyjdzie grudzień to sie bedzie mozna pochwalić listą !! Pozdrawiam z Zagłębia
impressive…lol
myszy wróciło do zdrowia na wysokich obrotach? dokąd to na krótkie oraz mniej krótkie wakacje? chwalić mi się tu zaraz :)
Estees, styczeń jest dla mnie trochę niedźwiedziowaty, mam nadzieję, że będzie tylko lepiej. Kasia, lol:) Off, ech, żeby tak było… wakacje – te krótsze to Marakesz na kilka dni w marcu. te dłuższe w Anglii. a Ty co planujesz?
Go Myszy, go Myszy :). Podziwiam, gratuluje, pozdrawiam.
no to fajne wakacje zaplanowane. a u mnie to jakoś tak bezplanowo. życzę Ci myszy (o)zdrowienia.
Textural, i jak tu się nie motywować:)