weekend project: swapping buttons
OO KEJ, czyli wiemy już, że mam wyraźmy problem z dotrzymywaniem blogowego słowa. Przyznaję się do winy. Przetłumaczenie poprzedniego wpisu zupełnie zniechęca mnie do blogowania w ogóle. No to będzie o guzikach.
OH KAY, so it’s pretty obvious that keeping blog promises is not one of my strongest points. I plead guilty. Translating that piece just seems too daunting at the moment. So I post about buttons instead.
Właśnie tak. Kupiłam ten żakiet w sklepie charytatywnym. Podobał mi się, bo nie miał klap, a to sprawia, że wygląda bardziej na luzie. Nie podobały mi się tylko te nudne guziki.
Yes, here we go. I bought this jacket in Oxfam. I liked it because it lacked lapels. That makes it more informal than it seems. But I didn’t appeciate these boring buttons.
To był mój dzień bez pracy, miałam czas, więc postanowiłam poszukać sklepu z guzikami. Jeśli potrzebujecie guzików w centralnym Londynie, potrzebujecie The Button Queen w Marylebone. To guzikowe niebo. Wybór jest oszałamiający – zaczynając od antyków i kończąc na kilkupensowych plastikach. Od razu miałam mnóstwo faworytów (każdy miałby!). I aż głupio mi było pytać sprzedawczynię o przyniesienie coraz to innego w rozmiarze, który zechciałam przymierzyć. Koniec końców, wybrałam te, które widzicie. Są szklane.
Because it was my day off, I had some time and decided to look for a shop with buttons only. If you need one in central London, you need The Button Queen in Marylebone. This place is button heaven. They sell anything from antiques to simple plastic button which cost no more than a few pennies. I found so many I liked (and anybody would, really) that I felt embarrassed asking the shop assistant for yet another size of this and that one to try on. Finally, I chose the ones you can see. They’re made of glass.
Kolejnym etapem było guzików przyszycie. Musiałam kupić nitkę i igłę (bez żartów!). A później, jak każda osoba, która wymieniała prace domowe z ZPT na prace domowe z angielskiego, musiałam wrócić do podstawówki. Czyli obejrzałam to, to i to video. Jakieś dwadzieścia razy. Z zatrzymywaniem i cofaniem do tych bardziej skomplikowanych momentów. I stało się – nauczyłam się przyszywać guziki bez dziurek. Fanfary!
*Wpis dedykuję Kasi, której blog uwielbiam i która zainspirowała mnie do tej misji. Kasia, dziękuję!
Next stage: sewing the buttons onto the jacket. I had to buy thread and needles (no kidding!). And later, like any other person who swapped her crafts homework for English homework, I had to revert to primary school education. Which basically means I watched this, this and this video. More or less twenty times. With pausing and rewinding to fully grasp all those more complicated moments. And so it happened: I learned how to sew coat buttons on. Fanfare!
*This blog post is dedicated to Kasia, whose blog I adore and who inspired me to accomplish this mission. Kasia, thank you!




Lovely buttons, I will definitely visit the button shop when I am in london :-) and nice jacket too.
marynarka jest przepiękna!
Guziki też. A fragment o nauce ich przyszywanie mnie doprawdy wzruszył :)
cacko ta marynarka, szklane guziki też cacka. muszę się zebrać i wymienić w płaszczu i w marynarce. gubię guziki na potgę. i lubię również. :)
Maszka, mnie sama nauka wzruszyła. Byłam bliska płaczu. I nie były to łzy radości;)
Stefania, it’s definitely worth a visit. When are you coming to London?
Asia (tcdtc), podziwiam umiejętności:) Ja ciągle jestem na poziomie jednej pary na sezon:) Szklane guziki ponoć są upierdliwe, bo pranie chemiczne je niszczy. Podobno trzeba je przed oddaniem marynarki do pralni… odpruwać (!). Ja postanowiłam, że będę je opakowywać folią;)