Crete was also gloomy. One moment we were taking silly photos while having tea and watching waves. The next minute Karol got a phone call from work and was told that his close colleague died tragically a couple days before. Some events are beyond imagination. This one still seems unreal.
see commentsThree weeks ago. Crete was laziness, sunshine, mini-ice cream (!), crazy language, long walks, reading, swimming and finding out that it wasn’t my kind of place.
Trzy tygodnie temu. Kreta to lenistwo, mini-lody (!), zwariowany język, długie spacery, czytanie, pływanie i odkrycie, że nie jest to jedno z “moich” miejsc.
see commentsDress by Polarn O. Pyret (SOS!SEN, £1). Jacket by DKNY Baby (FaraKids, £5). Leggins by Next (SOS!SEN, 50p). Size: 4-6 months.
Będzie lubiła czerwień czy nie? Mam nadzieję, że jednak będzie. Ale jeśli nie, może też chodzić w tej kiecce i kurtce only. Za zgodą rodziców- rzecz jasna.
I hope she will. But if not, she can wear the dress with the jacket only. Parent-allowing of course.
see commentsTrousers by Gap (FaraKids, £2.40). Cardigan by The Little White Company (SOS!SEN, 50p). Top by MiniMode (SOS!SEN, 50p). Size: 0-3 months.
Są nowiny. Zostanę ciotką z Ameryki! No dobra, niezupełnie tak. Zostanę ciotką z Anglii. Ta rola – debiutancka zresztą – bardzo mi pasuje. (Również dlatego, że zmniejsza presję wywoływaną na moim wagarującym instynkcie macierzyńskim. Wiwat rodzeństwo! Wiwat!) Mogę na przykład, w ramach pomocy przyszłym rodzicom oczywiście, zaopatrzyć moją bratanicę w kilka zbędności i kilka niezbędności. Ciuchy? Większość z nich pochodzi ze sklepów charytaywnych. Tak już mam, że jeśli w jakikolwiek sposób mogę uzasadnić kupno rzeczy, na którą dziecko będzie sikać, zwracać mleko i co tam jeszcze przez góra trzy miesiące, niech to będzie… zakup misyjny. Naturalnie (hormonalnie?) nawet mnie zdarzają się – bądź co bądź, głównie second-hand – wyjątki.
No to zabawmy się w piątkowe dziecinady!
This is the news: I’m about to become an aunt from America! Oh well, not exactly. An aunt from England. This role – my debut – suits me fine. (Also because it decreases pressure put on my currently absent maternal instinct. Viva las siblings! Viva!). I can for instance, as a matter of help offered to the new parents of course, equip my niece in some necessities and also some unnecessities. Clothes? Most of them come from charity shops. It’s my vice that if I can anyhow justify purchasing stuff on which a child will pee, burp milk and whatever not for maximum 3 months, let it be… a missionary purchase. Naturally (hormonally?) even I make – still mostly second hand but nevertheless – exceptions to that rule.
Let’s play childishness on Fridays!
Już prawie kwiecień, więc minęła wystarczająca ilość miesięcy, by sklecić wpis o styczniowej imprezie u mojego znajomego – Antonio.
It’s almost April so enough months have passed to post some photos from a January party at my friend’s place.
Widok z okna w pokoju dziennym.
The view from the living room window.

W roli głównej wystąpiły dania mięsne, więc ja zadowoliłam się makaronem z łososiem.
The mains were meaty and so I had some salmon pasta instead.

Następnie przyszedł czas deserów: turrón twardy – Torta Imperial – pokryty jadalnym papierem ryżowym…
Then we had turrón: the hard one – Torta Imperial – which is nicely covered in edible rice paper…

…oraz turrón miękki – Bombó Amb Ametlla. Jeden i drugi stworzone przez podobno słynną hiszpańską rodzinę Alemany. I oba warte każdego kęsa i złamangeo zęba:)
… and the softer and more chocolatey one – Bombó Amb Ametlla. Both made by the apparently famous Spaniards – The Alemany family. And both worth every bite and broken tooth:)
Szampan, życzenia szczęśliwego Nowego Roku, prezenty i czas na powrót do domu. Dziękuję, Antonio!
Champagne, happy New Year wishes, secret Santa and it was time to go home. Thank you, Antonio!























