stuffed mice

before
January, 2010 Monthly archive

dwanaście minut
na lodowisku

jeżdżenie jak na lonży
wśród
rodzin wielodzietnych i poszukiwaczy magical moments
do tego trzeba mieć końskie zdrowie
i takiż łeb

do domu
krokiem spacerowym
uciekłam
marsz

comment

restauracja zdjec zdjecie

w pracy, jak przerwa na kawę. albo układanie puzzli.
Pan C. upierał się, że to jedyne zdjęcie, na którym się sobie podoba. cóż…

comment

how i got here? used Spotify’s similar artists tool after listening to The Cinematic Orchestra for too long (if that’s possible).

no 2: Spacewalk – great for designing business cards and as a backdrop for frosty sunshine out there, in chilly England. most of it consists of ‘talking samples’ and electronic sounds. well, one of the men squeezing Lemon Jelly is Deakin – DJ and designer. no surprises then.

no 3: made me smile. Ramblin’ Man just mentions places. funnily enough, Kentish Town right after Kingston – i used to work near one, i live near the other. one day they’ll become my personal lost horizons but who cares, after all it’s so irrelevant.

well then, it’s all a bit jazzy, more electronic and certainly cheerful. nothing to think about, a good uplifting set of tunes.

and i cling to singing out loud my belief that ‘…all the ducks are swimming in the water…’

with the most poignant ‘…fal de ral de ral da…’ my neighbours can take.

comment

I tak, późnym grudniem wróciłam do medytacji. Moje spostrzeżenia po trzech piętnastominutowych sesjach:

sesja pierwsza: pozwalam rozpraszać się dźwiękom. naturalnie sąsiad śpiewa, autobusy jeżdżą wedle rozkładu, a samoloty korzystają z piątego terminala Heathrow. nie potrafię przestać korygować swojej postawy. nie brakuje również bólu łydek spowodowanego siedzeniem w półlotosie.

sesja druga: w porównaniu z poprzednią sesją, zadziwiająco szybko koncentruję się na oddechu. ignoruję wady postawy, choć nadal prostuję plecy i poprawiam ułożenie rąk. duża część sesji mija na “łapaniu oddechu” – nie jestem pewna rytmu wdechów i wydechów (no i jak to jest z tą przerwą pomiędzy nimi?).

sesja trzecia: pierwsza sesja z Karolem. ciagle wybucham śmiechem, więc zaczynamy dwa razy. wcześniej czytam wskazówki i ogólne uwagi dotyczące medytacji, więc w ramach samopopmocy próbuję liczenia w myślach. aha! od razu łatwiej mi idzie koncentracja. postawa nadal do bani. po sesji Karol zdradza, że chwilami myślał o śpiewie i Pythonie, ja o fotografiach i blogu.

comment

potwory zdjęcie

będzie trochę blogowych zmian. nie wiem, jak Wy, ale my jesteśmy przerażeni!

comment