
another day, another bread. sourdough (this one was made by Mark and Kasper) and pumpkin bread (made by Isla) / kolejny dzień, kolejny chleb. chleb na zakwasie (ten zrobili Mark i Kasper) i chleb dyniowy (zrobiła Isla)

outside The Barn / na zewnątrz Stodoły

the stool / klęcznik
how long does it take you to eat breakfast? here, we are advised to spend 25 minutes at the table (out of 1h allocated for this meal), in silence. well, there’s only so much you can do in silence for this amount of time and all that involves mindful eating. an interesting experience but I also see it as a slight exaggeration. such slow eating seems unnatural, unnecessary and a tad forced. I love food and enjoy eating it but I can’t see the point of making it such a big deal. but hey, I’m giving it a go. it’s not as pleasant and fun as picking rice witch chopsticks but still, definitely good for my body (and mind!).
after breakfast and the morning meeting, I have a short chat with Jan and Anthony. I’ve been struggling with the half lotus/cross-legged positions and Anthony and Jan speak to me about pain and training my body but I don’t buy into this “suffering” theory. too much time spent on guilt as a Catholic is enough to put me off similar ideas. however, somehow I see my plans as a quitting technique and get scared that my behaviour could actually reflect my attitude towards other activities in life. after some advice from both of these people, I decide to give a stool a go. eureka! the stool is so comfortable that it’s… even too comfortable! I catch myself nearly falling over twice because I’m dozing off. I do feel slight pain in the lower back but this is, like in DM song, “a pain that I’m used to”. plus no pain in legs sorts it out for me. can’t wait to see what happens next.
today’s gardening: I work with Anthony, an experienced gardener. we cut grass in one of the orchards, starting around and then moving away from the apple trees. we talk a lot. mainly on experiences, Buddhism, Catholicism and families. Anthony with a scythe, me with a hook and the whole orchard is ours. without rain. even with the sun visiting for a couple of hours.
after lunch, Mark makes sourdough bread and because I like getting my hands dirty, I ask to participate.
-so, do you pay attention to the flour temperature? – I ask.
-what??? we don’t make it scientifically.
I mix and knead this combination of spelt flour, rye flour, water, starter, pumpkin seeds, honey, raisins, sunflower seeds and cinnamon and It dawns on me how simple experimenting is. and one more time, it’s easiest to convince me to experiment with food.
ile Wam zajmuje zjedzenie śniadania? tutaj jesteśmy zachęcani do spędzania 25 minut przy stole (z godziny przeznaczonej na ten posiłek), w ciszy. cóż, niewiele jest wtedy czynności, które można wykonywać, a które nie dotyczyłyby uważnego jedzenia. to jest ciekawe doświadczenie, ale widzę w nim również lekką przesadą. tak wolne jedzenie wydaje się nienaturalne, niekonieczne i odrobinę wymuszone. kocham jedzenie i sprawia mi ono radość, ale nie widzę sensu robienia zeń tak wielkiego halo. ale, ale- daję temu szansę. nie jest to taka przyjemność i ubaw, jak wybieranie ryżu pałeczkami, ale ciągle dobre to dla mojego ciała (i ducha!).
po śniadaniu i porannym spotkaniu ucinam sobie pogawędkę z Jan i Anthonym. męczę się medytując w pozycji półlotosu i Anthony z Jan opowiadają mi o bólu i trenowania własnego ciała, ale ja nie kupuję tej teorii “cierpienia”. zbyt wiele czasu spędzonego na poczuciu winy jako katoliczka wystarcza jako zniechęcenie do podobnych pomysłów. jednak w jakiś sposób rozpoznaję w moich planach (zamiany pozycji na siedzenie na krześle) technikę rezygnowania i zaczynam się obawiać, że moje zachowanie może odzwierciedlać moje podejście do innych spraw w życiu. po wysłuchaniu kilku rad od tej dwójki ludzi, postanawiam spróbować medytacji na klęczniku. eureka! klęcznik jest tak wygodny, że jest… zbyt wygodny! dwukrotnie łapię się na zapadaniu w drzemkę, a co za tym idzie spadaniu z klęcznika. tak, czuję lekki ból w dolnej części pleców, ale to jak w piosnce DM, “ból, do którego przywykłam”. plus brak bólu w nogach, jak dla mnie załatwia sprawę. nie mogę się doczekać tego, co będzie się działo dalej.
ogrodnictwo dzisiaj: pracuję z Anthonym, doświadczonym ogrodnikiem. tniemy trawę w jednym z sadów, zaczynając, a następnie oddalając się od tutejszych jabłoni. dużo rozmawiamy. głównie o doświadczeniach, buddyzmie, katolicyzmie i rodzinach. Anthony z kosą, ja z sierpem i cały sad jest nasz. bez deszczu. a nawet ze słońcem goszczącym na kilka godzin.
po lunchu Mark robi chleb na zakwasie, a ponieważ lubię ubrudzić sobie ręce, proszę o uczestnictwo.
-więc, czy zwracasz uwagę na temperaturę mąki? – pytam.
- co??? my nie robimy tego naukowo.
mieszam i ugniatam tę kombinację orkiszu, mąki żytniej, wody, zaczynu, ziaren dyni, miodu, rodzynków, ziaren słonecznika i cynamonu i dociera do mnie, jak proste jest eksperymentowanie. i kolejny raz najłatwiej mnie przekonać do eksperymentowania z jedzeniem.






things you said