stuffed mice

but it’s time to say bye bye for now. who knows, maybe we’ll share some more good and bad moments later this year.

Read More

Read More

- i on tam k**** stracil prace, a k**** jak tam k**** cie zwolnia, to k**** nie znajdziesz k**** pracy, jak tu k****. szkocja to k**** nie anglia. fajnie tam jest k**** na polnocy, inne k**** zycie, ale pracy k**** nie ma. (…) a ona k**** tyle gada. nie, k****, jak sie ujara albo k**** wypije. to ona mi tak napierdalala o tym k**** dostojewskim i braciach karamazow. k**** czytam i sie tak k**** mecze. ja w zyciu k**** takiego jezyka k**** nie znalem! k**** mowie ci, to po polsku jest, a k**** ja takich slow to k**** nigdy na oczy k**** nie widzialem.
- a niektore ksiazki tak wciagaja. ja k**** przeczytalem w swoim zyciu piec ksiazek, ale k**** tak wciagaly, ze nie moglem odlozyc. to moze ode mnie pozyczysz?
- ten irek to czyta caly czas, bo on jest k**** taki bibliotekarz, mowi, ze k**** ciagle musi jakas k**** ksiazke czytac. i on u tej, co u niej k**** robimy widzial te ksiazki i k**** mowil, ze dobry ma k**** wybor.
- bo ona kupuje wiesz jakie ksiazki, takie co sie k**** sprzedaja w milionowych nakladach.
- a czemu sie sprzedaja? bo sa k**** dobre!
- no!

Read More

wszystko nowe, choc przeciez nadal samo takie, zwalilo sie na leb wraz z poczatkiem stycznia. sasiedzi wymieniaja okna, rodzina porzadkuje majatki, w silowni wiekszy ruch niz zwykle. narasta napiecie oczekiwania lepszego. jak kurzajki, uparcie pojawiaja sie w notatnikach i glowach postanowienia. opieram sie.

najlepiej w temperaturze czterdziestu stopni, na programie do bawelny. szybkim, codziennym.

marszem do parku i oddechem zaobserwowanym w trakcie wysiadywania na stoleczku (tak, tak, niektorzy z Was wiedza, ze i stoleczek, i koc w swej rozpietosci idealny, zostaly mi do medytowania ofiarowane w swiatecznym roku ubieglego epilogu). ale usmiechniecie wymyslam, tworze liste tylko dziesieciu, ale najistotniejszych marzen, ktore zakwitna w plany, obrodza w nauki.

zapisywanie rowniez sprzyja obserwacjom. i tak, zauwazam, ze dwa lata wczesniej, od stycznia wlasnie rozpoczelam sponsorowanie tej wtedy mniejszej, a teraz juz wiekszej, choc ciagle malej paragwajskiej dziewczynki. w ubieglym roku wymadrzylam sobie tradycje wysylania podarku malego dla nieznajomego goscia (gosciem okazala sie gosciowa i mala dotacja powedrowala dopiero w miesiacu obecnym, ale najwazniejsze, ze kolo zaczelo sie krrrrecic). w tym roku zaczynam wedrowke po jednej z polskich wiosek.
a wszystko to by, jak spiewa ten chlopak z Australii, “nauczyc sie troche dawania i kochania” (tutaj w mojej wersji ulubionej, do biegania):

Read More

here czyli tutaj

Read More