
podczas ostatniej wizyty w Polsce, spakowałam wszystkie książki i większość drobnostek, które jeszcze chcę. wyprowadziłam się z domu – pomyślałam na widok kartonów przywiezionych przedwczoraj przez Tatę. osobliwy zbiór przedmiotów, zapisków, wycinków obudził we mnie mnóstwo wspomnień. kim byłam, co robiłam i co chciałam z jakiegoś, często już nawet dla mnie samej niejasnego, powodu zakonserwować w pamięci?
{1}
>w podstawówce moja nauczycielka od plastyki zwykła siadać na biurku i opowiadać o Paryżu tak, że zechciałam ujrzeć te wszystkie cuda na własne oczy. to właśnie wtedy wpadłam na pomysł wymiany ocen na wakacje zamiast barbie ze zginanymi nogami:) czternastoletnia ja lubiła jeszcze bieganie po muzeach, dziś wolę spacerować /bilet, plan Cité des sciences & de l’industrie/.
>byłam ciągle gdzieś spóźniona. najczęściej na autobus, następnie spotkania, zajęcia i tak dalej. ze spóźnialstwem i brakiem czasu wiążą się mandaty za przechodzenie przez ulicę w niedozwolonym miejscu. pierwszy dostałam za pośpiech do sklepu z jeansami. panowie policjanci uraczyli mnie zdaniem: “napiszemy, że pani biegła, wtedy mniej pani zapłaci” i odpowiednią zniżką /mandat. zapłacony/.
>lubiłam kreskówki. do tego stopnia, że rysowałam głównych bohaterów. nadal lubię, ale przestałam rysować /kojot w ołówku/
>odkryłam second-hand. w Kopenhadze dorwałam wypisane, kolorowane pocztówki. podobają mi się do dziś. /kartka z Nyhavn/
>drugi mandat dostałam za pośpiech do kwiaciarni spowodowany pośpiechem na spotkanie autorskie. tym razem panowie policjanci oferowali podwiezienie mnie na miejsce spotkania. zniżki nie było. /bilet bez krzesła, ale z kuponem/
>miałam jakąś słabość do kolorowych spinaczy. hm, kiedy ja ostatnio używałam spinaczy?

będzie trochę blogowych zmian. nie wiem, jak Wy, ale my jesteśmy przerażeni!
-mówiłaś przez sen wczoraj
-tak?
-kładłem się i powiedziałem, że cię kocham, a ty przez sen odpowiedziałaś: “a ja cię kocham od dziewiątej do piątej”
-ja kupiłem mojej mamie “Stres w pracy” i ona była tak przejęta nie samą książką, ale tym, że dziecko się zmartwiło
-ja kupiłam mojej mamie “Dania z ziemniaków”
-Boże, jakie brzydkie kartki, po co je kupujesz? takie to mamy w domu!
-ale mojej mamie się spodobają, takie w zagranicznym języku i złote…
-ale ich jest w tym pudełku trzydzieści!
-no, tak, jedna na rok. na kolejne trzydzieści lat
-strasznie mi się wzrok pogorszył, w ogóle nie widzę jego mimiki!
-nie przejmuj się, ja nie dosłyszę na jedno ucho
dzisiaj miałem też rozmowę z naszym ulubionym przyjacielem: DJ Barney. ja go lubię i w
ogóle, ale on jest czasami taki głupi. na przykład dzisiaj w porze lunchu zaczął mówić:
-czy widziałeś ten youtube, na którym dziewczyna wyciska chłopakowi pryszcz na plecach, zatytułowany: “Największy pryszcz na świecie” i wyciska, wyciska, ten pryszcz jest coraz większy i ona już nie może i wymiotuje?
-nie.
-to wyślę ci
-ok


jak zwykle, książki zamówiliśmy wcześniej. czekały na nas cierpliwie.
niecierpliwie spoglądam na chłopaka w księgarni, kiedy nie może namierzyć “Roku zająca” Arto Paasilinna. to taka opowieść o facecie, który opisuje rok życia po potrąceniu zająca- tłumaczę mu, kiedy nie mogę sobie przypomnieć nazwiska autora, a w bazie danych pojawiają się same bajki o królikach. swoją drogą, znacie to uczucie, kiedy rozmiar i pustka sklepu, i wyczekujący wzrok sprzedawcy sprawiają, że kupienie czegoś to sprawa życia lub śmierci? że tu n i e m o ż n a tak po poprostu pooglądać, więc już lepiej udawać, że przyszło się w jakimś, jakimkolwiek celu? myślę, że w takich chwilach, w księgarniach, najlepiej byłoby pytać o fińskiego Paasilinna, kiedy chłopak pyta o angielski tytuł, wklepuje te kilka słów i ciągle nic. zdesperowany, prosi o pomoc koleżankę. “The Year of the Hare“- powtarzam i posłusznie literuję ostatnie słowo. bingo! kolega wpisał “The Year of the Her“. po latach doganiają mnie wagary z fonetyki…
(“Księga niepokoju” z polecenia Off. Dziękuję, Off!)
czekając na Michała, wśród dziesiątek banków i salonów telefonii, do których nie mam powodu zaglądać, ratuję się antykwariatem i spożywczym.
(Pamuk polecany przez klientkę z Turcji, Zorba przez szefa z Cypru, herbata i kawa bez poleceń:).
- następna kąpiel za cztery doby – przesadnie oznajmił swoim pachom on
- obrzydliwy jesteś – burknęłam ja
wybieramy się na śniadanie
(w lodówce pozostały jedynie składniki na drożdżówki cynamonowe, które zużyję później)
śniło mi się, że mieliśmy przesiadkę w Rumunii zamiast Finlandii
reszta prezentów, czeki podróżne, pranie, pakowanie