stuffed mice

Archive
Tag "medytacja"


the bells / dzwonki


the beans / fasola


The Barn / Stodoła

I feel we’re being spoiled here. the silence, the surroundings, the food and opportunities to be with oneself- they’re all in abundance here. and now.

the day starts at 6:20am (the wake up bell is at 6:15am) but I get up earlier as I don’t want to break my still fresh habit of early mornings. get dressed, brush my teeth and off to meditation I go. forty minutes later I put dirty bed linen in the washing machine – a task I chose to do every morning for half an hour is laundry (each person has one, apart from cooking, washing up and ringing the bells which come as extras). this morning is one of the talking ones, tomorrow we start silent mornings in addition to the silent evenings (silence lasts between 9pm and 9am). silence. I would breathe it if I could.

porridge for breakfast- soaked overnight in water with some lemon juice, cooked with water. I take two spoonfuls and move on to the array of additions: home-made soya and diary yogurt, honey, desiccated coconut, almonds, hazelnuts, walnuts, cinnamon, ginseng and more (cooked apples and blackberries come later in the week). now, I don’t like porridge, never did. used to have it for breakfast some time ago as I believed it was good for me. but then my views changed and now I prefer a glass of freshly squeezed juice instead. this porridge is tasty though. picking and mixing nuts is fun. and soya yogurt- wow! so much better than the one I usually buy!

it rains heavily, began in the middle of our first sitting (meditation). it won’t stop but we have a job to do so set out to start it nevertheless. the job is gardening. I, together with Martina, pick runner beans, French beans and sugar snap peas. here I am, in the pouring rain, a yellow raincoat and green wellies on, crouching in the centre of a muddy bed, picking fresh produce, tasting sugar snap peas straight off the vine for the first time in my life. suddenly, I hear some birds and look over my shoulder. a flock of geese flies in three V-formations high in the sky. I call out to Martina to look, we stand up and stare at them together.

after the second sitting, lunch and photo taking I decide to listen to some library CDs. the one recommended by Ruth is about silencing the inner critic. I must feel tired because I nod off soon after hitting the ‘play’ button. the good thing is I wake up pleased and refreshed, not criticizing myself for lack of discipline for listening:)

in the evening, after meditation, teaching and dinner, I take more photos and pick another CD to listen to. during the shower, I try to practice mindfulness. I rub some cream into my face and can’t help smiling. they both feel soft, smell good. and it’s just some silly face cream- what’s next?

czuję, że jesteśmy tutaj rozpieszczani. cisza, otoczenie, jedzenie i okazje do pobycia z samą sobą – wszystko to jest w obfitości tutaj. i teraz.

dzień zaczyna się o 6:20 (dzwonek na pobudkę o 6:15), ale wstaję wcześniej, bo nie chcę rzucić mojego wciąż świeżego nałogu wczesnych poranków. ubieram się, myję zęby i wybywam na medytację. czterdzieści minut później wkładam brudną pościel do pralki- czynność, którą podjęłam się wykonywać przez pół godziny każdego ranka to pranie (każdy coś robi, oprócz gotowania, mycia naczyń i dzwonienia, które są zajęciami bonusowymi). tego poranka rozmawiamy, od jutra zaczynamy poranki w ciszy, jako dodatek do cichych wieczorów (cisza trwa od 21:00 do 9:00). cisza. mogłabym nią oddychać, gdybym tylko potrafiła.

na śniadanie owsianka – moczona poprzedniej nocy w wodzie z sokiem z cytryny, gotowana na wodzie. biorę dwie łychy i ruszam w kierunku szeregu dodatków: domowych jogurtów, miodu, wiórków kokosowych, migdałów, orzechów laskowych, orzechów włoskich, cynamonu, ginseng i innych (gotowane jabłka i jeżyny pojawią się później, w ciągu tygodnia). ustalmy, nie lubię owsianki, nie lubiłam nigdy. kiedyś jadłam ją na śniadanie, bo wierzyłam, w jej dobroczynność. moje poglądy się zmieniły i teraz wolę szklankę świeżo wyciskanego soku. jednak ta owsianka jest smaczna. wybieranie i mieszanie orzechów jest frajdą. a jogurt sojowy – wow! o wiele lepszy od tego, który zwykle kupuję!

mocno pada, zaczęło w środku naszego pierwszego siedzenia (medytacji). nie chce przestać, ale mamy pracę do wykonania, więc wyruszamy ją rozpocząc tak czy siak. pracą jest ogrodnictwo. ja, razem z Martiną, zbieramy fasolę wielokwiatową, fasolę szparagową i groch. oto jestem, w ulewie, ubrana w żółty sztormiak i zielone gumiaki, kucając pośrodku błotnistej grządki, zbierając świeże produkty, pierwszy raz w życiu próbując grochu prosto z krzaka. nagle słyszę jakieś ptactwo i spoglądam przez ramię. wysoko na niebie, w trzech kluczach leci stado gęsi. wołam do Martiny, żeby zobaczyła, wstajemy i gapimy się razem.

po drugim siedzeniu, lunchu i robieniu zdjęć, postanawiam posłuchać jakichś płyt z biblioteki. Ruth poleca tę o uciszaniu wewnętrznego krytyka. muszę być bardzo zmęczona, bo głowa mi opada wkrótce po naciśnięciu guzika play. dobrze, że budzę się zadowolona i wypoczęta, nie krytykując się za brak zdyscyplinowania w słuchaniu:)

wieczorem, po medytacji, nauczaniu i kolacji, robię więcej zdjęć i wybieram inną płytę do posłuchania. pod prysznicem próbuję ćwiczyć uważność. wcieram trochę kremu w skórę twarzy. skóra i krem są miękkie w dotyku i dobrze pachną. nie mogę powstrzymać uśmiechu, a to tylko bzdurny krem do twarzy – co dalej?

Read More

I tak, późnym grudniem wróciłam do medytacji. Moje spostrzeżenia po trzech piętnastominutowych sesjach:

sesja pierwsza: pozwalam rozpraszać się dźwiękom. naturalnie sąsiad śpiewa, autobusy jeżdżą wedle rozkładu, a samoloty korzystają z piątego terminala Heathrow. nie potrafię przestać korygować swojej postawy. nie brakuje również bólu łydek spowodowanego siedzeniem w półlotosie.

sesja druga: w porównaniu z poprzednią sesją, zadziwiająco szybko koncentruję się na oddechu. ignoruję wady postawy, choć nadal prostuję plecy i poprawiam ułożenie rąk. duża część sesji mija na “łapaniu oddechu” – nie jestem pewna rytmu wdechów i wydechów (no i jak to jest z tą przerwą pomiędzy nimi?).

sesja trzecia: pierwsza sesja z Karolem. ciagle wybucham śmiechem, więc zaczynamy dwa razy. wcześniej czytam wskazówki i ogólne uwagi dotyczące medytacji, więc w ramach samopopmocy próbuję liczenia w myślach. aha! od razu łatwiej mi idzie koncentracja. postawa nadal do bani. po sesji Karol zdradza, że chwilami myślał o śpiewie i Pythonie, ja o fotografiach i blogu.

Read More