“czy nadal używacie starych Westonów?”

weston zdjęcie
sekonic zdjęcie

zapytał starszy pan na chwilę przed tym, jak zrobiłam mu zdjęcie do paszportu. “mam jeden w domu”- odpowiedziałam zgodnie z prawdą, jako że chwilowo Weston pomieszkuje wśród mojego bałaganu.
Weston Master III – lata pięćdziesiąte zamknięte w dłoni. wspaniały projekt z bajecznie gęstym cyferblatem. jak dla mnie, urodą ustępuje jedynie swojemu poprzednikowi.
niestety Weston nie nadąża za szybkością światła studyjnego, zatem dziś zastępuje go Sekonic. wyraźnie brzydki światłomierz, ale z podświetlaną tarczą i taką ilością funkcji, że nie pozostaje mi nic innego, jak go tylko bardzo lubić. to jednak inne, z dala od estetyki, pragmatyczne lubienie.
zdarzyło Wam się tęsknić za pięknem przedmiotów?

kim byłam? {1}

kolekcja zdjęcie

podczas ostatniej wizyty w Polsce, spakowałam wszystkie książki i większość drobnostek, które jeszcze chcę. wyprowadziłam się z domu – pomyślałam na widok kartonów przywiezionych przedwczoraj przez Tatę. osobliwy zbiór przedmiotów, zapisków, wycinków obudził we mnie mnóstwo wspomnień. kim byłam, co robiłam i co chciałam z jakiegoś, często już nawet dla mnie samej niejasnego, powodu zakonserwować w pamięci?

{1}
>w podstawówce moja nauczycielka od plastyki zwykła siadać na biurku i opowiadać o Paryżu tak, że zechciałam ujrzeć te wszystkie cuda na własne oczy. to właśnie wtedy wpadłam na pomysł wymiany ocen na wakacje zamiast barbie ze zginanymi nogami:) czternastoletnia ja lubiła jeszcze bieganie po muzeach, dziś wolę spacerować /bilet, plan Cité des sciences & de l’industrie/.
>byłam ciągle gdzieś spóźniona. najczęściej na autobus, następnie spotkania, zajęcia i tak dalej. ze spóźnialstwem i brakiem czasu wiążą się mandaty za przechodzenie przez ulicę w niedozwolonym miejscu. pierwszy dostałam za pośpiech do sklepu z jeansami. panowie policjanci uraczyli mnie zdaniem: “napiszemy, że pani biegła, wtedy mniej pani zapłaci” i odpowiednią zniżką /mandat. zapłacony/.
>lubiłam kreskówki. do tego stopnia, że rysowałam głównych bohaterów. nadal lubię, ale przestałam rysować /kojot w ołówku/
>odkryłam second-hand. w Kopenhadze dorwałam wypisane, kolorowane pocztówki. podobają mi się do dziś. /kartka z Nyhavn/
>drugi mandat dostałam za pośpiech do kwiaciarni spowodowany pośpiechem na spotkanie autorskie. tym razem panowie policjanci oferowali podwiezienie mnie na miejsce spotkania. zniżki nie było. /bilet bez krzesła, ale z kuponem/
>miałam jakąś słabość do kolorowych spinaczy. hm, kiedy ja ostatnio używałam spinaczy?

styczeń

był miesiącem narzekania na kiepską pogodę i organizację. jednak jeśli spojrzeć nań, jak na szklankę w połowie pełną, udało mi się:
-wyrobić nawyk korzystania z jednej i nareszcie tylko jednej listy rzeczy do zrobienia
-spędzić chwilę na konwencji SWPP
-pozbyć kilku starych książek, ciuchów i laptopa, co planowałam zrobić od miesięcy, a do czego zainspirowała mnie Sneaky Magpie
-oddać krew
-nauczyć się ciąć grzywkę według instrukcji tej pani
-i podjąć ambitne próby cięcia marchewki à la julienne
-zapamiętać jak szybko załadować film do średnioformatowca
-zaprojektowac fakturę, wizytówki i pewien layout
-wydrukować wizytówki i zdażyć być z nich niezadowoloną
-pamiętać o dniach, Babciach, rocznicach i urodzinach
-rozpocząc z Textural projekt shiftspace
-kontynuować medytację
-zarezerwować krótkie i mniej krótkie wakacje
-wypić mnóstwo dobrych kaw i herbat
-odwiedzić okulistę i optyka
-ugotować kilka ciekawych obiadów
-iść na wielogodzinny spacer

a teraz luty i koniec lenistwa.

kupiłam

konsumpcja zdjecie

spoglądając na dokumentację konsumpcji Kate, sfotografowałam moje tygodniowe zakupy (11-17 stycznia 2010). zadanie wcale nie okazało się proste, ale też nie ułatwiłam go sobie wymagając podobnego światła i tła. i co z tego wynika?
wyraźnie nie radzę sobie z rachunkowością i próbuję nowych sztuczek prowadzenia ksiąg.
oraz ucieczki od wysokiego podatku.
oprócz jedzenia, ciągle króluje mi Inka (tutaj zwana Barley Cup) i smaczna herbata.
nic mnie tak nie cieszy, jak śmiesznie tania porcelana znaleziona w sklepie charytatywnym:)
a co Wy ostatnio kupujecie?

medytacje – obserwacje

I tak, późnym grudniem wróciłam do medytacji. Moje spostrzeżenia po trzech piętnastominutowych sesjach:

sesja pierwsza: pozwalam rozpraszać się dźwiękom. naturalnie sąsiad śpiewa, autobusy jeżdżą wedle rozkładu, a samoloty korzystają z piątego terminala Heathrow. nie potrafię przestać korygować swojej postawy. nie brakuje również bólu łydek spowodowanego siedzeniem w półlotosie.

sesja druga: w porównaniu z poprzednią sesją, zadziwiająco szybko koncentruję się na oddechu. ignoruję wady postawy, choć nadal prostuję plecy i poprawiam ułożenie rąk. duża część sesji mija na “łapaniu oddechu” – nie jestem pewna rytmu wdechów i wydechów (no i jak to jest z tą przerwą pomiędzy nimi?).

sesja trzecia: pierwsza sesja z Karolem. ciagle wybucham śmiechem, więc zaczynamy dwa razy. wcześniej czytam wskazówki i ogólne uwagi dotyczące medytacji, więc w ramach samopopmocy próbuję liczenia w myślach. aha! od razu łatwiej mi idzie koncentracja. postawa nadal do bani. po sesji Karol zdradza, że chwilami myślał o śpiewie i Pythonie, ja o fotografiach i blogu.

Older Posts »

Creative Commons License
This work by stuffedmice.net is licensed under a Creative Commons Attribution-Non-Commercial-No Derivative Works 2.0 UK: England & Wales License