
nareszcie Paasilinna! po niezręcznych poszukiwaniach, dodałam “Rok Zająca” na moją listę do świętego Mikolaja, a on wysłuchał i zostawił pod choinką.
czytałam i, być może niesłusznie, osądzałam dobroduszność Finów jako coś nie do pomyślenia. Vatanen potrącił zająca i ludzie wokół traktują go szczególnie: panie w banku zauroczone, dziewczyna z kiosku biegnie po marchewkę, a taksówkarz pomaga w poszukiwaniu i przechowaniu zajęczego pożywienia. zaraz, zaraz – pomyślałam – a dlaczegóżby nie? to, że we mnie drzemie (mocniej i słabiej) zlość, nie znaczy, że ludzie wokół właśnie złością bedą reagować na zająca.
bo tutaj pierwsze skrzypce gra przygoda.
to jedna z tych przyjemnych opowieści bez morału i ambicji na światową sławę (której jednak się doczekała). i trudno, bardzo trudno było mi odpowiedzieć sobie na pytanie: czego się nauczyłam? aż wreszcie zaakceptowałam to, że od fikcji nie zawsze wymagam udzielania mi lekcji. Paasilinna mnie rozśmieszał, rozczulał i nie raz sprawił, że z niedowierzeniem kręciłam głową. jak dla mnie, wystarczy.
Read More
Recent Comments